top of page
Szukaj
  • Zdjęcie autoraIrekZareba

Życiowe Przesłanie - Część Pierwsza



Pamięci Anny Zaręby


Korzystając z okazji, chciałbym wyrazić smutek po stracie Anny - mojej szwagierki. Odeszła pod koniec grudnia 2023 roku, po długiej 11-letniej walce z rakiem, który atakował różne części ciała i przybierał różne formy. Zostawiła kochającego męża i dwie córki. Wyrazy współczucia mojemu bratu Romanowi, Weronice i Magdzie, za to, że byli silni i wspierali Anię do jej ostatniego tchnienia! 

Z jednej strony mam ogromny szacunek dla jej odwagi i odporności na ból, z którym musiała się zmierzyć i żyć przez tyle lat. W moich oczach zawsze pozostanie wielką wojowniczką! 

Z drugiej strony pozostaje we mnie to dziwne uczucie i pytanie - czy można było zrobić coś więcej, aby zmienić bieg wydarzeń?


Życie - Twoja Odpowiedzialność


Wszyscy wiemy, dokąd zmierzamy i oczywiście choroba znacznie przyspiesza ten proces. Nie mówię tego, by Cię przestraszyć. Chcę tylko upewnić się, że twoje doświadczenie życiowe jest najlepsze z możliwych w każdych okolicznościach. Akceptacja "tego, co jest" jest najlepszym punktem wyjścia do samo-transformacji. Nie oznacza to bycia biernym i nie robienia niczego w obliczu wyzwań. Wbrew intuicji, to poddanie się jest potężnym orężem, aby zmienić i wzbogacić bieg swojego życia. Dlaczego? Ponieważ twoje decyzje nie są wtedy napędzane strachem i oporem, ale nieskończoną mądrością ze źródła życia w Tobie. Istnieją znacznie większe szanse, że dokonasz lepszych wyborów z trwałymi rezultatami. 


Wiele razy słyszałem od członków mojej rodziny i przyjaciół, że i tak musimy na coś umrzeć, więc po co się męczyć i się zmieniać! Naprawdę? 

Tego typu stwierdzenia rozdzierają moje serce - to tak, jakby dać sobie pozwolenie na robienie wszystkiego, co podpowiada nam umysł i prawo do bycia nieświadomym. 

Dla mnie to wcale nie jest wybór, ale najszybsza droga do cierpienia i autodestrukcji. 

Widzisz, paradoksalnie to ja mówiłem to samo w wieku dwudziestu kilku lat i byłem bardzo bliski osiągnięcia "upragnionego" końca. Wiem, jakie to uczucie stanąć twarzą w twarz ze śmiercią, gdy jest się na nią dalekim od bycia gotowym! Nikomu nie życzę takiego doświadczenia. Nie w sposób, w jaki prawie mi się to udało - poprzez dokonywanie nieświadomych wyborów, które wpłynęły na mój stan psychiczny i fizyczny. 

Nie byłbym daleki od prawdy, gdybym powiedział, że zawsze dostajesz od życia to, o co prosisz…


Wielokrotnie dzieliłem się swoją historią z czasów, gdy byłem na uniwersytecie, gdzie nadużywanie narkotyków i alkoholu doprowadziło mnie do całkowitego załamania.

Wyobraź sobie przez chwilę łóżko szpitalne jako najbezpieczniejsze miejsce na świecie. Jednak potem musisz chodzić do toalety kilka razy dziennie. W swoim umyśle postrzegasz to jako ogromne wyzwanie, jak walkę o życie. Każdy centymetr od łóżka staje się coraz bardziej zagrażający życiu. Czujesz się bardzo niepewnie chodząc, jakby cała ziemia się trzęsła. Używasz ścian jako wsparcia, aby utrzymać się i nie upaść podczas podróży. Serce bije ci mocniej, gdy docierasz do celu - to chwila na świętowanie i złapanie oddechu. Ale potem musisz ponownie odbyć tę samą podróż powrotną. Za każdym razem, gdy wracasz do swojego najbezpieczniejszego miejsca na planecie - czujesz się wyczerpany!


Tak było ze mną w wieku 24 lat. Później wcale nie było łatwiej. Mój umysł przejął kontrolę! Pojawiły się stany lękowe i ataki paniki. Tęskniłem też za minionymi dniami i nazywałem je „normalnymi” (bo tylko takie znałem), a przekonanie, że wszystko jest już stracone i nigdy więcej tak nie będzie, wpędziło mnie w depresję. 

Ponadto w szpitalu powiedziano mi, że z moim organizmem nie dzieje się nic złego i skierowano mnie do psychiatry. Nigdy nie poszedłem, ponieważ myśl o byciu uzależnionym od leków przeciwdepresyjnych do końca moich dni nie wchodziła w opcję.


To, czym się nie podzieliłem, to momenty, w których stałem na balkonie czy oknie na wyższych piętrach przy różnych okazjach. Czułem intensywne wołanie z przestrzeni, silne przyciąganie - przypuszczam, że było to “zaproszenie” do zakończenia mojego cierpienia właśnie wtedy. 

Ponownie, nigdy nie skorzystałem! 


Droga ku Wolności


Zamiast tego podjąłem decyzję, aby wszystko naprawić - znaleźć wyjście i leczyć się naturalnie! Ponieważ zachodnia medycyna z jej ukierunkowaniem przede wszystkim na objawy nie brzmiała dla mnie jak wyzwolenie, w poszukiwaniu odpowiedzi na podstawową przyczynę mojego bólu zwróciłem się na Wschód. Fakt, że w międzyczasie studiowałem antropologię kulturową bardzo pomógł.

Słyszałem wiele o tej medytacji, nie wiedząc o niej zbyt wiele, zacząłem regularnie siadać w pokoju w ciszy. Na początku nie zauważyłem niczego, ale wraz z praktyką powoli zacząłem przebijać się przez ogromny hałas w mojej głowie. Mój przyjaciel z roku akademickiego, któremu jestem bardzo wdzięczny, Krzysztof, który był zafascynowany kulturą chińską, wprowadził mnie w tai chi chuan. To był przełom, który miał trwały wpływ do dziś, obok ziół, zdrowszych opcji żywieniowych i sztuki gotowania w domu. 


Czując, że odzyskuję głód życia, podkręciłem tempo gry. Zwróciłem się bardziej ku aspektowi walki w moich treningach i ku zawodom. Świetne samopoczucie było dobrą informacją zwrotną. Coś było na rzeczy. I miałem rację, istniała inna droga. 

Nie poprzestałem na tym. Zacząłem fascynować się tym, jak działa ciało i umysł (sztuka biohackingu), pod kątem utrzymania lepszego zdrowia jako klucza dla długiego, szczęśliwszego życia!

Dziś jestem tutaj, tak wdzięczny życiu za wszystkie otrzymane lekcje! To całkiem interesujące, jak bałagan, który doświadczasz, wraz z tym, jak go rozwiązać, zamienia się w przesłanie, prawda? 

Dzisiaj, jako instruktor kung fu i life coach, wykorzystuję swoje życiowe doświadczenia jako sygnał do przebudzenia dla innych! 


Dlaczego to o tym wszystkim mówię?

Istnieje część Ciebie, która pragnie być uwolniona dla swojej pełnej ekspresji! Czeka na odpowiednie odżywianie, aby móc kwitnąć na drodze życia! Niestety, unikamy pełnego doświadczania życia z konsekwencjami. Stworzyliśmy tak zwany mechanizm bezpieczeństwa zwany „głową”, w którym praktycznie spędzamy całe nasze życie. W rzeczywistości jest to nic innego jak więzienie stworzone przez nasz umysł, ponieważ oddziela nas nie tylko od życia, ale także od tego, czym naprawdę jesteśmy! I to jest główny powód naszego cierpienia. To, co zalecam w mojej praktyce, to przywrócenie naturalnego porządku, aby uwolnić się od więzi umysłu. Zamiast tego ustanowić połączenie z naszym prawdziwym, potężnym źródłem energii wewnątrz jako głównym pojazdem na autostradzie prowadzącej do spełnionego życia. 

Właśnie to nazywam Wolnością!


Życie a Egoistyczny Umysł


Życie po prostu jest. Ma wzloty i upadki. Oczywiście umysł jest zainteresowany tylko tymi wyższymi stanami dlatego jego głównym celem jest zrobienie wszystkiego, aby kontrolować życie - a nie o to chodzi!

Widzisz, każda chwila, mam na myśli każdą, to tylko informacja zwrotna - albo płyniesz z nią, albo stawiasz opór! Opór jest tylko sygnałem z umysłu, który można przetłumaczyć na - nie jestem tam, gdzie chcę być / nie chcę tego / chcę czegoś innego. 

To sprawia, że grzęźniemy na jakiś czas, a może nawet na dłużej. Umysł w swoim stanie nieszczęśliwości szuka sposobów - pogrąża się w swojej nieświadomości - i rozprasza swoją uwagę lub samoleczy się znanymi sobie, łatwymi do przejścia „skrótami” dla osiągnięcia szybkiej przyjemności. Ucieka tym samym od konieczności sprostania potrzebom chwili obecnej. Poza tym oddawanie się kompulsjom niczego nie leczy, a tylko pogarsza sytuację. W ten sposób stajemy się coraz bardziej nieświadomi samych siebie, a w rezultacie również i innych. To błędne koło jest zgubą dla naszej prawdziwej natury, która cierpi z powodu braku pełnej ekspresji, w wyniku czego stajemy się coraz bardziej zamknięci i odseparowani od życia! Złe wybory wpływają na nasze zdrowie i wydajność. Słaba relacja z własnym ciałem odbija się bezpośrednio na naszych relacjach z rodziną, przyjaciółmi, kolegami z pracy itp. To właśnie mam na myśli mówiąc o autodestrukcji. 


Istnieje jednak na to antidotum - płynięcie z nurtem życia. W tym miejscu opór topnieje, ponieważ umysł nie ma tu władzy. Chwila obecna to Twoja obecność, Twój prawdziwy stan bycia. W rzeczywistości jest to jedyny „czas”, jakiego można doświadczyć.

Bycie z powrotem „online” to skuteczne i jedyne prawdziwe lekarstwo!

To tutaj zaczyna się zdrowa relacja z samym sobą. Jest to szczególnie ważne w okresach “spadków”, które nieuchronnie nadejdą. 

Przestajesz się samo-sabotować, a wątpliwości i krytyka znikają. Niepowodzenia stają się niczym innym jak informacją zwrotną, z których możemy się uczyć i korygować kurs! Twoje działania emanują spokojem. Bezgraniczna mądrość wypełnia cię, sprawiając, że masz jasność co do tego, co robić! 

Kiedy działasz jako jedność z życiem, nie postrzegasz już niczego jako „dół”. Po prostu spotykasz się z wdzięcznością z „tym, co jest” i płyniesz z nurtem, cokolwiek życie na Ciebie rzuci! 

Zapewniam cię, że to także wspaniałe uczucie! 


Poskrom Swój Umysł


W kwietniu 2013 roku podczas zawodów British Open w Chińskich Sztukach Walki zerwałem więzadło krzyżowe przednie w lewym kolanie. Próbowałem rzutu z całkowicie nieprzygotowanej pozycji i stanem umysłu - rzecz jasna. Moja stopa została uwięziona między matami, kiedy rywal upadał na mnie. Usłyszałem nawet kliknięcie. Pomimo tego, wciąż rywalizowałem. Dopiero dzień później moje ciało jasno dało mi do zrozumienia, że stało się coś poważnego - ogromny obrzęk kolana i niemożność wchodzenia po schodach. 

Dwie operacje, kule i 6 miesięcy codziennej fizjoterapii i rekonwalescencji w domu przez okres letni. 


W tym czasie było wiele chwil zwątpienia. Nie było końca ciągłym dialogom w mojej głowie, takim jak „nie jestem wystarczająco dobry”, „zawody nie są dla mnie”, „nigdy w pełni nie wyzdrowieję” i „znów będę słaby”. Mimo wszystko postanowiłem zmierzyć się z tymi wątpliwościami i lękami. 

Rok później wystartowałem w tych samych zawodach, w tym samym miejscu, aby uciszyć te głosy raz na zawsze. W 2015 roku zostałem wielokrotnym medalistą 7 Mistrzostw Europy TCFE Wewnętrznych Chińskich Sztuk Walki w Oxfordzie. 


Nie mówię tego, żeby się przechwalać. Nie musisz trenować sztuk walki ani rywalizować na poziomie międzynarodowym, aby być na polu bitwy. 

Nieustannie podejmujemy to wyzwanie na co dzień - z własnym umysłem!

Śmiało mogę powiedzieć, że jest to jedyna rzecz, którą musisz okiełznać na drodze do ostatecznego, nieuwarunkowanego szczęścia i spełnienia w życiu! 

Aby to zrobić, należy obserwować umysł. To tutaj należy się skupić, aby sprawdzić, czy głosy w głowie, wybory, decyzje, które podejmujesz, mieszczą się w wybranej przez Ciebie ścieżce sukcesu! 

Następna sposobność nie jest wcale odległa - tak naprawdę jest tu i teraz! 


Należy pamiętać, że jest to proces, co oznacza, że nigdy się nie kończy i będzie trwał tak długo, jak długo życie będzie w tobie płynąć. Fakt, że raz lub dwa razy osiągnąłeś ten pełen mocy stan flow, nie oznacza, że masz go już na zawsze. Nie możesz, używając prostego terminu umysłu - posiadać go; możesz tylko być razem z nim. 

To paradoks, że nie można mieć tego, co jest zawsze dostępne - i tu właśnie umysł ma problem! Aby być jednością z tym, musisz odpuścić tego, który chce to mieć! 

Kiedy już w tym jesteś, po prostu to wiesz. Dlatego zalecam ciągłe sprawdzanie i zadawanie sobie pytania - czy jestem teraz w stanie pokoju z samym sobą? Jeśli nie, to jest to wskaźnik, że jesteś oddzielony od życia.

Oczywiście nie jestem inny - ja też mam taki umysł! Nadal mam chwile, kiedy mój umysł przejmuje kontrolę, ale teraz jestem ich coraz częściej świadomy. 

Kiedy jesteś świadomy, masz wybór, aby odpuścić opór i przywrócić przepływ!


CDN :) Wspanialych Odkryc!!!




Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comentários


bottom of page